....... czy mamy wszystko? Rzut oka na tylne siedzenie - psy siedzą, papuga w klatce. Bagaże też wszystkie..... hhhmmm..., tak, raczej tak, zresztą i tak już nic więcej się nie zmieści. Paszporty, "drobne" na drogę, dokumenty zwierząt (na wszelki wypadek, gdyby celnicy chcieli sprawdzić) - no to wszystko. Jedziemy.
Kluczyk przekręcony, jedynka, dwójka, skręt w prawo...., trójka......
Jedziemy, a to istotne, bo nasz samochód potocznie zwany przez nas "babcią",
to 21 letni ford sierra.
Na pierwszy rzut oka - przychodzi tylko taka myśl (... i to tym odważnym) - aby dojechać do pracy może być. Tym razem trochę więcej drogi przed "babcią", to około 1500km. Ani razu nie pytaliśmy siebie nawzajem "czy dojedziemy", plan był aby dojechać.
Środek nocy, drogi puste, w kabinie tylko szum CB radia słychać. Cieszyn - na górce dokupiliśmy trochę waluty. Na granicy polsko-czeskiej pytamy czy winietki potrzeba, okazało się, że nie. Czesi pooglądali co trzeba i dalej - kierunek Słowacja. Przed granicą słowacko-węgierską zatankować gaz - do pełna. Już rano. Na granicy węgierskiej poproszono nas o paszporty od psów(jedyny raz w trakcie całej podróży). Od kierowców TIRów dowiadujemy się, że tym razem winiety są potrzebne. Na najbliższej stacji ozdobiliśmy szybę naklejoną winietą. Przed Budapesztem chwila przerwy na śniadanie i rozprostowanie nóg, naszych i zwierzaków. Do tej pory szło bez przeszkód, oby tak dalej. Po godzinie przerwy dojeżdzamy do obwodnicy pod Budapesztem i słyszymy w CB, jak kierowcy coś o zakorkowanej drodze mówią. I już widzimy korek i już uczestniczymy w wspólnym międzynarodowym korku. Kilku kierowców próbuje poboczem się przepchać ale TIRowcy blokują pobocza, tak aby solidarnie, wspólnie...i aby razem się poruszać.
Poruszać...., to złe określenie, bo najpierw minęła godzina w zupełnym bez ruchu, a potem kolejne 3 godziny w prędkości 20km/h. Pogoda wymarzona do leżenia nad wodą, a nie do stania w korku. Na poboczach co kilka kilometrów widzimy "studzące" się samochody, a nasza "babcia" dalej jedzie do celu. Patrząc na przymusowe postoje "zgrzanych" samochodów w duchu dziękuję bratu i Jurze za rewelacyjny pomysł, aby na stałe uruchomić wentylator w naszym samochodzie. Wielkie dzięki dla nich.
Gdyby nie CB radio to na pewno pobłądzilibyśmy w Budapeszcie, zwłaszcza, że były objazdy. CB - to niewielki wydatek a bardzo przydatna rzecz, kilka razy korzystaliśmy z pomocy innych kierowców, a i pogadać na dowolne tematy można! Polecam wszystkim, którzy nie chcą wydawać pieniędzy na nawigacje (idioten mape). CB ma jeszcze tą zaletę, że na bieżąco można się dowiedzieć gdzie "radarowcy" czyhają.
Węgry, po wyjechaniu z stolicy przejechaliśmy szybko i sprawnie, raz tylko zatrzymano nas do kontroli - sprawdzali, czy winietka jest.
Na granicy z Serbią sprawdzali zieloną kartę. Na najbliższej stacji pytamy o gaz, okazuje się, że parę kilometrów dalej jest stacja z gazem.

Tankujemy do pełna i robimy przerwę nad stawem.

Psy korzystają z kąpieli, my się pożywiamy, a Filipek opuszcza klatkę.
Dwie sielskie godziny minęły szybko, wszyscy na swoich miejscach ...i w drogę.
Przez Serbie to prawie 600 km drogi. Tutejsze autostrady są płatne, a jakość dróg taka sobie, ale chyba lepsza niż w Polsce. Co chwila opłaty. Często widać policjantów, więc jedziemy przepisowo. Z informacji które zbieraliśmy przed wyjazdem wiemy, że warto mieć w paszporcie banknot 5 euro - to bardzo ułatwia ewentualną kontrolę drogową. Tym razem nie było to potrzebne.
Wjechaliśmy do Belgradu. Stolice zobaczyliśmy tylko z okien samochodu - szkoda. Miasto wygląda na szare i ....zmęczone.

Chmury i zachód słońca w Serbii - chmury są naprawde wyjątkowe.
Dalej znowu autostradą, późnym wieczorem jesteśmy w Niś, robimy 30 minut przerwy oraz tankujemy gaz i dalej w drogę - przed nami Macedonia.
Na granicy z Macedonią wszystko idzie sprawnie (obowiązkowo zielona karta do kontroli). Macedonia, środek nocy, zmęczenia jeszcze nie czuję, droga robi się kręta, widać obrys gór..., teraz chętnie bym rozciągnął kości, znowu łuki, jeden za drugim...co to za błysk..., znowu błysk - ktoś robi zdjęcia? ...w aucie zdjęcia......NIE !!! ...to kierowcy jadący za mną i przedemną migają długimi światłami - jadę po przeciwnym pasie, a wręcz po skraju tego nie mojego pasu..... Nawet nie wiem, kiedy zmęczenie mnie pokonało. W prawo zjazd do jakiejś wioski, zjeżdżamy, zatrzymujemy się przy nieczynnej stacji paliw. Chociaż godzinę snu. Papieros spacerując wokół samochodu z psami. A teraz sen, tylko sen - tylko godzinkę. Jest około czwartej nad ranem....., błogi sen.....wypoczywamy...
Obudziliśmy się po 9-tej rano, miała być godzina, a było 5 i dobrze - organizmu nie oszukasz !!
W Macedonii głównie widzimy piękne góry i widoki jadąc po obrzeżach szczytów. Widoki piękne. Policjantów też sporo po drodze, więc jazda przepisowa.
O 11-tej wjeżdżamy do Grecji.
Na granicy celnik najbardziej przyglądał się zwierzakom: rottweiler zrobił odpowiednie wrażenie, gdy zauważył drugiego psiaka (kundelka) to chyba pomyślał, że to karma dla tego pierwszego :)) Ale za to najbardziej spodobała mu się papuga (Lorysa górska/tęczowa) - grecy z zwierząt to chyba ptaki najbardziej lubią (czyt. tolerują).
Po 10 km od granicy uzupełniliśmy paliwo i trzeba było wymienić filterek paliwa - i to była jedyna czynność "naprawcza" podczas całej drogi. Wymiana ta była bardziej zapobiegliwa aniżeli wymagana, bo "babcia" ostatnie lata na gaz jeżdziła, więc z baku wraz z benzyną szły ogromne ilości śmieci.
Półtorej godziny jazdy od granicy dojechaliśmy do Leptokarii.
Cel osiągnięty - 30 maj 2007 około godziny 13-tej.

|
Wprowadź wyszukiwane hasła
Prześlij formularz wyszukiwania
|
|
|
google_ad_client = "pub-5121186990160523";
//120x600, utworzono 07-12-17
google_ad_slot = "2037454367";
google_ad_width = 120;
google_ad_height = 600;
google_cpa_choice = ""; // on file
//-->
src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js">
Zobacz moje zdjęcia - tutaj ->
[picasaweb.google.com] Περισσότερα... »